piątek, 4 października 2013

Rozdział 5

8 komentarzy:
Obudziłam się po 7. Nie mogłam spać, dlatego wzięłam telefon i zaczęłam oglądać film. Po godzinie 9 postanowiłam się ogarnąć. Ubrałam się w to . Po godzinie 12 siedziałyśmy już w taksówce. Byłyśmy w drodze do restauracji. Coraz mocniej biło mi serce. Przed wejściem do budynku, miałam ochotę uciec daleko stąd, jednak coś mnie zatrzymywało. Nagle kierowaliśmy się w stronę pewnego stolika. Moja mama dokładnie wiedziała jak wyglądają Ci państwo. 
W końcu dotarliśmy. Mama zaczęła witać się z nimi a ja zastanawiałam się, skąd ich znam. Na pewno ich kiedyś widziałam. I wtedy mnie olśniło a zarazem zamurowało. Nie mogłam w to uwierzyć. To byli państwo Hernandez! Joaquim i Maria Creus. Rodzice Xaviego, człowieka którego podziwiałam. To niemożliwe.

- Dzień dobry. Proszę siadajcie – zaczął Joaquim. A każda z nas wykonała jego polecenie. Może czegoś się napijecie?- zasugerowała Maria.
-Dwie wody poprosimy– odpowiedziałam nadal będąc myślami gdzieś daleko stąd
- Wiktorio, nie wiesz jak bardzo się cieszymy, że przyjechałaś. To dla nas bardzo ważne – kontynuował Joaquim
- Nie wątpię. Dla mnie też jest to ważne, w końcu nie co dzień człowiek dowiaduje się, że jest adoptowany i jedzie poznać swoich biologicznych rodziców. W końcu przez całe życie, żył w kłamstwie. – powiedziałam z szyderczym uśmiechem. Nawet największemu wrogowi, nie życzę takiej sytuacji. Chce poznać prawdę, po to tu jestem- odparłam
- To było kiedy miałam 40 lat – zaczęła Maria. Wszystko układało się świetnie, byłam dumną matką czwórki dzieci. I wtedy lekarz oznajmił mi, że jestem po raz kolejny w ciąży. Byłam zaskoczona. Spadło to na nas jak grom z jasnego nieba, ale mimo to chciałam je urodzić. Wszystko zepsuło się po Twoich narodzinach. Okazało się, że dopadła mnie depresja poporodowa. Nie wiedziałam co robić. Wszystko było dla mnie obojętne. Nie byłam w stanie się Tobą opiekować ale też nie potrafiłam. I wtedy postanowiliśmy Cię oddać. Joaquim utrudniał wszystko, ale w końcu zrozumiał, że może się to źle skończyć dla mnie albo dla Ciebie. Nasi przyjaciele Kuba i Ewa, czyli Twoi rodzice, bardzo chcieli mieć dziecko i postanowiliśmy Cię im oddać. Byli szczęśliwi tak jak My, że masz rodzinę – mówiła ze łzami w oczach Maria
- Już wiem, byłam niepotrzebną zabawką, którą można od tak oddać bo się znudziła – powiedziałam. Wiki uspokój się – krzyknęła matka. Ja mam się uspokoić? Nie potrafię. Po prostu tak to odbieram i taka jest prawda. Nikt nie zastanawiał się jak będę się czuła, co z moimi uczuciami, gdy się o wszystkim dowiem – podniesiony ton głosu towarzyszył mi już dłuższy czas.
- Wiktorio, to nie tak. Byliśmy w kropce, nie wiedzieliśmy co robić. To była dla nas trudna sytuacja. Teraz wiemy, że to był cholerny błąd – zakończył pan Hernandez
- Chce Was zrozumieć, ale jest mi bardzo ciężko. A co z moim rodzeństwem? Jak to przyjęli? Nie chcieli mnie znaleźć, poznać, porozmawiać?
- Kiedy się narodziłaś Alex miał 20 lat a Oscar 16 byli już dorośli, Xavier miał 13 więc wszystko zrozumiał natomiast Ariadna miała 5 lat. Była małym dzieckiem. Chłopcy nie byli zadowoleni z tej decyzji, zaczęli nam się stawiać ale nie mogliśmy tego zmienić, było za późno. Naprawdę chcieli Cię poznać, ale zabroniliśmy im. Po pewnym czasie zrozumieliśmy co się stało i się obwinialiśmy. Mimo wszystko i tak wiedzieliśmy co się z Toba dzieje, jak rośniesz, czy jesteś szczęśliwa. Umówiliśmy się, że Twoi rodzice raz w roku będą pisali do nas z informacjami o Tobie. Zawsze byliśmy z Tobą. – zakończyła Maria
- Co takiego? Szpiegowaliście mnie? Trzeba było po tych 5-10 latach, kiedy żałowaliście decyzji, przyjechać i mi wszystko powiedzieć a nie. – zszokowana postepowaniem poszczególnych osób, wstałam i skierowałam się do wyjścia. Nikt za mną nie poszedł. Nadal kontynuowali rozmowę. Szłam przed siebie, trafiłam do pobliskiego parku. Usiadłam na ławce i zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem. Nim się obejrzałam minęły 3h. Postanowiłam wrócić do hotelu. Tam czekała już na mnie mama Ewa. Zaczęliśmy rozmawiać na spokojnie. W trakcie padły miłe, ale również przykre słowa. Takiej szczerzej rozmowy nigdy z nią nie przeprowadziłam. Na koniec mama wręczyła mi pewną karteczkę. „ Wiktorio zrujnowaliśmy Ci życie wiemy, ze trudno będzie je naprawić, ale daj nam szansę. Chcemy byś była szczęśliwa. Przyjedź dzisiaj do nas, do Terrassy. Czekamy na Ciebie i na Ewę. Do zobaczenia”. Nie miałam wątpliwości, zamówiłam taksówkę i o 18 ruszyłyśmy w drogę.

Tymczasem w Polsce

W mieszkaniu Dominika robiło się coraz gwarniej. To dziś odbyć się miała kolejne spotkanie i pojedynek „mistrzów” w Fifę. To była rutyna, oczywiście gdy chłopcy mieli wolny czas. To sprawiało im dodatkowej frajdy, poza bieganiem za piłką na boisku. Tym razem na swojej głowie, 6 facetów miała Kasia. Do świętej trójcy dołączyli Kuba Kosecki , Kuba Rzeźniczak i Henrik Ojamaa . Współczułam jej trochę, bo każdy wie jak zachowują się mężczyźni, gdy dostaną to co lubią. Ale mimo wszystko, gdy chłopcy się spotykali panowała zupełnie inna atmosfera. Nikt nie odczuwał tego, że są to piłkarze, sławne osoby, każdy zachowywał się normalnie, nie gwiazdorzył ( snikersy nie były potrzebne xD) byli sobą. To zawsze mi się podobało w zawodnikach warszawskiej Legii. Okazało się, że Kasia nie będzie sama. Odwiedziła ją przyjaciółka Emilka . Dziewczyny znały się tylko pół roku ale wiedziały o sobie wszystko. Fanatyczka Legii. Przez pewien czas zakochana w Bartku, lecz potrafiła pogodzić się z prawdą i zakolegowała się z Wiktorią. Po pierwszej kolejce, najlepszym graczem okazał się Henrik, jego drużyna, pokonała pozostałe zespoły i uplasowała się na pierwszym miejscu w tabeli, ale do dopiero początek. Spotkanie trwało w najlepsze.

Rozdział ze specjalną dedykacją dla Mojej Kochanej Legionistki Kasi <3 Gdyby nie ona, rozdział byłby dopiero pod koniec weekendu :*

I w końcu jest. Mam nadzieje, że się spodoba. czekam na opinię  :)


niedziela, 29 września 2013

Rozdział 4

4 komentarze:
Noc była cudowna. Najwspanialsza ze wszystkich, jakie do tej pory spędziłam z nim. Nie mówię, że poprzednie były kiepskie, ale ta była wyjątkowa. Czyżby dlatego że przed wyjazdem? Oprawa też była cudna. Nadal czułam zapach płatków róż, które znajdowały się na całym łóżku. Plus był taki, że nie musiałam tego sprzątac. Wszystko zostawiłam na jego głowie. Pospiesznie ubrałam się, wzięłam walizkę i skierowaliśmy się w stronę lotniska. Tam czekali już rodzice. Szybkim ruchem przywitałam się z nimi i wróciłam do Bartka. Nagle przez głośniki usłyszeliśmy informację:” Pasażerowie udający się do Barcelony, zapraszamy do stanowiska odpraw numer 2”. To był ten czas. Nagle rzuciłam się na szyję Bartkowi i zaczęłam płakać. 
- Złotko, nie płacz – zaczął przy czym mimowolnie otarł mi łzy. Mimo, że będziemy tysiąc km od siebie to i tak jestem z Tobą. Będziemy ze sobą rozmawiać przez Skype’a więc ten czas szybko zleci. Kocham Cię – skończywszy wypowiadać te słowa zaczęliśmy się całować. A pamiętaj – zaczął. Daj mi znać czego się dowiedziałaś i jak tam jest i przede wszystkim w nikim się nie zakochuj, zrozumiano? Bo ja dorwę każdego kto Cię będzie podrywał
- hahaha. Zrozumiano skarbie! Nigdy! – skwitowałam. A ty tez bądź grzeczny, bo wiesz ja tu mam swoich szpiegów i będę wiedziała wszystko. Kocham Cię. To był nasz ostatni pocałunek. Nagle zniknęłam za bramkami, wiedziałam, że teraz się zacznie coś nowego, ale czy to wyjdzie na moją korzyść? To dopiero się okażę. Usiedliśmy na swoich miejscach i zaczęła się około 2-godzinna podróż do Barcelony. Usadziłam się wygodnie i postanowiłam zasnąć.

Dwie i pół godziny później

„Proszę zapiąć pasy podchodzimy do lądowania” – usłyszeliśmy panią stewardessę. Po chwili już byliśmy na lotnisku El –Plat w Barcelonie. Odprawa przebiegła szybko. Zabraliśmy bagaże i wyszliśmy na zewnątrz.

- Witaj Barcelono – przywitałam to piękne miasto. Mama złapała czym prędzej taksówkę i skierowaliśmy się pod wskazany adres. W trakcie podróży wyciągnęłam telefon i napisałam sms’a do Beresia : „ Kotku właśnie jedziemy taksówką do hotelu. Tutaj jest tak pięknie. Sam zobaczysz jak przyjedziesz z chłopakami na mecz. Tęsknie. Buziaki”. Poczułam się lepiej. W radiu leciała moja ulubiona piosenka. Kiedy zaczęłam sobie nucić pod nosem, kierowca spojrzał z uśmiechem i zaczął mówić po katalońsku. Stwierdził, że ładnie śpiewam, ale to chyba było powiedziane z grzeczności, bo prawda była inna. Przez okno taksówki podziwiałam zakątki Barcelony. Wszędzie było pełno uśmiechniętych ludzi, podobało mi się takie nastawienie. W końcu dojechaliśmy. Moim oczom ukazał się dość dziwny hotel Myślałam, że będę mieszkała w jakimś zwykłym mieszkaniu a nie w takim ekskluzywnym. Stwierdziłam, że moi rodzice muszą mieć sporo kasy, chyba, że po prostu chcieli mnie godnie przywitać. Wszystko się okaże. Zrobiłam zdjęcie mojego dotychczasowego mieszkanka i wysłałam do moich ukochanych osób w Polsce. Rozpakowawszy rzeczy, postanowiłyśmy iść z mamą zobaczyc najsłynniejszy kościół w Barcelonie. Na szczęście było to tylko 5 min od naszego bloku. Sagrada Familia była imponująca. Zapierała dech w piersiach. Razem z przewodnikiem zwiedziliśmy każdy jej zakątek. Teraz będę mogła się chwalić co widziałam. Mimo wszystko najbardziej chciałam ujrzeć Camp Nou i miałam nadzieje, że to mi się uda. Wróciwszy do hotelu, postanowiliśmy skorzystać z naszej oferty i coś przekąsić. Jedzenie było przepyszne, a obsługa przemiła. 

Wybiła 20. Włączyłam laptopa i od razu weszłam na TT. Miałam tam z milion interakcji, które dotyczyły tego samego. Zaczęłam czytać każdy po kolei. Dość często z mojej twarzy nie znikał uśmiech. 
Ostatni tweet był dodany z 5 s temu od Kamili: „Hermanita, nie ma Cię w Polsce pół dnia a już bardzo tęsknię <3” – zaczęłam się szczerzyć do monitora. „Też Cię kocham :*”- odpowiedziałam po czym zaczęłam oglądać fotki Natalii na fejsie. Cała sesja zdjęciowa na Starówce. Wyglądała pięknie i tak szczęśliwie z Tomkiem. Byli parą idealną. Nagle usłyszałam dźwięk dzwoniącego połączenia na skypie. Ukazał mi się avatar Bartosza. Więc szybkim ruchem akceptowałam połączenie i włączyłam kamerkę. Ukazał mi się wspaniały obraz . Był taki uroczy. Aż chciałam go schrupać. Rozmawialiśmy około 3 h. Było świetnie. Dzień zleciał momentalnie szybko, nawet nie wiem kiedy. Jutro miałam spotkać się z moimi „rodzicami”. Coraz bardziej obawiałam się tego. Miałam nadzieje, że będzie wszystko dobrze. W końcu zasnęłam.



Jest kolejny rozdział. Miałam go dodać w piątek no ale trochę się przedłużyło. Moim zdaniem jest taki sobie no ale opinię pozostawiam Wam. 

środa, 25 września 2013

Rozdział 3

9 komentarzy:
Dwa dni później!!! Ostatni dzień przed wyjazdem do Barcelony

Godzina 10. Obudził mnie sms od Bartka : „ Witaj kochanie. Jestem już na treningu. Pojechałem z Dominikiem. Kluczyki od samochodu leżą w przedpokoju. Przyjedź po mnie o 14. Bo mam dla Ciebie niespodziankę. Buziaczki :*” Już się bałam co on mógł wymyśleć. Wstałam, zjadłam śniadanie i powoli wzięłam się za pakowanie. Niby to tylko 2 tygodnie, ale jakieś ciuszki trzeba było wziąć. Nie szło mi zbyt dobrze haha . Nagle ktoś zadzwonił do domofonu. Okazało się, że była to Kasia dziewczyna Dominika. Przyjechała mi pomóc w pakowaniu, bo wiedziała, że do wieczora tego nie zrobię. Była dobra w te klocki, bo często wyjeżdżała na zgrupowania. Była zawodniczką warszawskiego klubu rugby. To właśnie tam poznałam Kasiulę. Jest niesamowita i cieszę się, że Furmi znalazł sobie tak świetną dziewczynę. W trakcie roboty plotkowałyśmy, piłyśmy kawę .Czas zleciał tak szybko i przyjemnie .Nawet się nie zorientowałam, że muszę już jechać na Ł3. Postanowiłam się przebrać w to i razem z Kasią pojechałyśmy.

W klubie
Chłopcy byli już po wyczerpującym treningu. Trener Urban jeszcze przed wyjściem z szatni zapowiedział następny trening na jutrzejszy poranek. Pożegnał się z zawodnikami i wyszedł. Piłkarze natomiast zaczęli się ubierać i uciekać do domu. W szatni pozostał Bartek, Dominik Furman  i Daniel Łukasik . Święta trójca jak ich lubiłam nazywać.
- Furmi – krzyknął Bereś. Musisz mi pomóc. Mówiłem Ci, że Wiki wyjeżdża jutro do Barcelony. I przez całe 2 tygodnie nie będę jej widział- kontynuował obrońca.. Dlatego postanowiłem przygotować dla niej niespodziankę.
- No i co ja mam do tego – zaśmiał się Dominik, a do niego dołączył Daniel. Ja wam w drogę nie będę wchodził. Mam swoją ukochaną partnerkę i o nią dbam.
- Ty durniu, weź się nie wygłupiaj. Chodzi mi o to, że ktoś mi musi w tym pomóc. Ja już wszystko zakupiłem, tylko musiałbyś to odebrać i zawieść do domu. Rozumiesz? Masz tutaj klucze, bo wiem że się zgadzasz i  razem z Kasią przygotujcie tam wszystko tak do 20 ok. Jestem Twoim dłużnikiem- zakończył zadowolony Bartek. Po czym wyszedł z szatni i pozostawił chłopaków.
 Daniel zaczął się śmiać z kolegi, że tak szybko dał się wciągnąć w organizację niespodzianki. Był zadowolony, że to jego nie poprosił, bo nie miał by chęci. W ostatnim czasie Dani stracił swoją kobietę, więc ciężko mu było. Furman zapakowawszy strój treningowy do torby, wyszedł razem z Danielem do samochodu. Zabrał spod stadionu Kasię i pojechali. Czekając na Bartka, postanowiłam wejść na TT i powiadomić dziewczyny, o moim wyjeździe do Barcelony. Wiedziałam jaka będzie ich reakcja, więc za bardzo nie byłam zaskoczona, kiedy zasypały mnie tweetami. Od jakiegoś czasu planowałyśmy razem wyjechać tam na wakacje, ale zawsze plany ulegały zmianom. Nie miałyśmy do tego szczęścia. Może teraz się uda?
 Nagle dostałam śmiesznego sms’a: „Jedziesz do Barcelony z ważną sprawą, ale pamiętaj bez Xaviego nie wracaj :P „ Od razu domyśliłam się, że nadawcą jest moja wspaniała koleżanka Julia . Nigdy  nie ciągnęło jej do footballu, ale kiedy pokazałam jej zdjęcie Xava od razu zakochała się w nim. Od tamtego momentu kibicuje Barcelonie. Stała się nowym Cule. Byłam z niej bardzo dumna. Jako nieliczna mieszkała blisko mnie, więc często spotykałyśmy się na imprezach. A co najważniejsze miałyśmy świetny kontakt. Nagle przyszedł Bartek i zabrał mnie w to tajemnicze miejsce.

Po około 20 minutach dojechaliśmy. Nie wyglądało to zbyt niesamowicie. Był to jakiś elegancki budynek, ale bez żadnego szyldu. Jakoś dziwnie się tam czułam, ale powolnym krokiem weszłam do budynku. Okazało się, że było to studio tatuaży. Byłam bardzo zdziwiona, ale z drugiej strony szczęśliwa, bo zawsze chciałam zrobić sobie tattoo.
- Kochanie nim jeszcze wyjedziesz, chciałem byśmy zrobili sobie dziarkę – wydukał z siebie. Wiem, że bardzo o tym marzysz. Dlatego postanowiłem, że ja również sobie zrobię. Będziemy mieli takie same co ty na to?
- Mówisz poważnie? Oczywiście, że chce – ucieszona rzuciłam się na szyję Bartkowi. Zaczęliśmy oglądać wzory i jeden wpadł nam w oko. Od razu było wiadomo, że to będzie to. Usiedliśmy spokojnie i czekaliśmy, aż wszystko będzie skończone. Po około godzinie oboje mieliśmy piękne tatuaże. Byłam bardzo zadowolona. Chwilę później wybraliśmy się do kawiarni. Tam na spokojnie porozmawialiśmy. W końcu wsiedliśmy do samochodu i skierowaliśmy się w stronę mieszkania. Kiedy weszłam do salonu , ujrzałam piękny stół Wszystko było takie romantyczne. Nie wierzyłam w to co widzę. Skosztowaliśmy przepyszny posiłek. Nie wiedziałam kiedy udało mu się to zorganizować, ale mimo wszystko było cudownie.
- Kochanie, jesteś niesamowity – obdarzyłam go gorącym pocałunkiem, po czym usiadłam na kolanach. Chyba muszę częściej wyjeżdżać by mieć takie niespodzianki.
- A co do niespodzianek, to mam coś jeszcze – wstaliśmy, a Bartek zaczął prowadzić mnie do sypialni. Otworzył drzwi a moim oczom ukazało się to . Czułam się jak księżniczka. Chciałam aby to trwało jak najdłużej. Rzucił mnie na łóżko i zaczęliśmy się całować. Po 5 minutach, nasze ubrania leżały już na podłodze. Nasze dłonie wędrowały po całym ciele. Jego usta delikatnie pieściły moją szyje i inne zakątki mojego ciała. Jego ruchy przyprawiały mnie o dreszcze, ale zarazem pragnęłam tego jeszcze bardziej. To był nasz czas J



No  i jest kolejny rozdział, miał być dopiero jutro ale po namowie koleżanki wstawiam go dzisiaj. Mam nadzieje, że się spodoba, chociaż rozdział wg mnie jest taki sobie. Czekam na opinie. Następny pojawi się prawdopodobnie w piątek.
PS. nie przypadkowa zbieżność niektórych osób i rzeczy :*

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 2

6 komentarzy:
- Córeczko wysłuchaj nas – rzekła płacząca matka
- Córeczko? Córeczko? Czy ja dobrze słyszę? Zastanów się czy powinnaś mnie tak nazywać.- odparłam przytulając się do zszokowanego moim postępowaniem Bartosza.
- Kochanie uspokój się. Nie krzycz. To są Twoi rodzice.
-Doprawdy? Bartek, Ty nic nie rozumiesz – wydukałam z siebie. Ale przepraszam czy tylko Ty nic nie wiesz? Nie skądże ja też ,do jasnej cholery, nie mam pojęcia co się dzieje. Zapewne gdybym nie znalazła tego listu, to przez kolejne lata żyła bym w kłamstwie? Nie mieliście odwagi mi tego powiedzieć?
- Wiktorio – zaczął ojciec. Nie potrafiliśmy i nie umieliśmy Ci wyznać, że jesteś adoptowana. Wiesz jak to boli. Powiedzieć dziecku, które się kocha, że nie jest się biologicznymi rodzicami. Strach przewyższył wszystko.
- To lepiej kłamać przez całe życie? Ja tego nie rozumiem. Myślałam, że zawsze byliśmy wobec siebie szczerzy i mówiliśmy całą prawdę. A to jednak było złudzenie. Nie mogłam tam dłużej zostać. Na dzisiaj to było za dużo. Nawet mój chłopak nie potrafił nic powiedzieć. Złapałam go za rękę i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Przez całą drogę do domu, byłam zalana łzami. Nie myślałam racjonalnie, byłam wstrząśnięta. Wróciwszy do mieszkania, od razu położyłam się. Wiedziałam, że od tak nie rozwiążą się moje problemy, ale musiałam się uspokoić. Przez ten cały czas czuwał przy mnie Bartek. Wiedział, że w takich chwilach najbardziej potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Nie mógł mnie zostawić, mimo, że powinien być teraz w klubie. Stwierdził, że trener wszystko zrozumie, a Furmi przekaże mu wszystko. Dostałam gorącą czekoladę i ciepły dotyk chłopaka.
- Wiki, posłuchaj mnie. Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, nie ukrywam, że sam jestem wstrząśnięty tą informacją, ale musisz porozmawiać z rodzicami, tak na spokojnie. Inaczej nigdy nie dowiesz się prawdy. A to chyba teraz jest najważniejsze – tłumaczył ze swoim stoickim spokojem, mimo, że wiedział, że to nie takie proste.
- Ale ja po prostu boję się. Nie wiem czy będę w stanie to zrozumieć, poukładać to sobie. Prawdopodobnie jestem córką, małżeństwa z Hiszpanii, bo właśnie stamtąd został wysłany ten cholerny list. Zawsze się zastanawiałam dlaczego jestem inna niż moi rodzice. Już sam wygląd o tym świadczył. Nie jestem z nimi spokrewniona, a tak mocno ich kocham. Bartek przez cały czas powtarzał mi, że mnie kocha, że mi pomoże a przede wszystkim, że będzie przy mnie.
- Bartek – zaczęłam. Tam w tym liście było jeszcze coś. Dwa bilety do Barcelony dla mnie i dla mojej matki. Wydaje mi się, że chcą mi przedstawić moich rodziców. – byłam przerażona, z jednej strony chciałabym ich poznać, ale z drugiej nie wiedziałam kim oni są, dlaczego mnie oddali i czy im wybaczę. Myśl, że jadę do Barcelony była wspaniała. Zawsze chciałam tam jechać, ale z moim chłopakiem. A w momencie, gdy go najbardziej będę potrzebowała nie będzie go przy mnie.

Nim zasnęłam, musiałam jeszcze dowiedzieć się co myślą na ten temat moje przyjaciółki. Wysłałam po smsie do każdej z nich. Na odpowiedź nie czekałam dłużej niż minutę. Od razu wypowiedziały swoje zdanie, (brzmiały identycznie, mimo że nie kontaktowały się). Wiedziałam że nie mógł być to przypadek. Byłam szczęśliwa, że mam takie dwie kochane istotki, które zawsze potrafią mnie wspierać i są ze mną, mimo że, mieszkamy daleko od siebie. Najlepsza przyjaźń przetrwa wszystko. Od paru lat stały się czymś więcej niż przyjaciółkami, to były moje siostry. Natalia, brunetka, rok starsza, studiująca stosunki międzynarodowe. Związana z przystojnym Tomkiem, od którego nie odrywała wzroku. Natomiast Kamila była troszeczkę inna. Piękna blondynka, starsza ode mnie o 2 lata, studiująca profilaktykę społeczną i poszukująca miłości swojego życia. Wiedziałam, że na pewno spotka kogoś wspaniałego na swojej drodze. Kochałam je z całego serduszka. To oni dodawali mi sił i dzięki nim zrozumiałam, że powinnam stawić czoła tej sprawie. Następny dzień minął dobrze. Przełamałam się. Porozmawiałam z rodzicami i było dobrze. Dowiedziałam się tego co powinnam. Za 3 dni miałam lecieć do Barcelony. To tam moje życie mogło obrócić się o 180 stopni.




No to jest i kolejny rozdział, w takim tempie to szybko go zakończę :D wg mnie taki sobie wyszedł no ale mam, nadzieje, że się coś tam spodoba i ocenicie go. Pozdrawiam

poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział I

5 komentarzy:
Promienie słońca wkradły się do sypialni. Zapowiadał się piękny dzień. Zapach świeżo zmielonej kawy i pełnoziarnistego pieczywa sprawiał, że czułam się jak w raju. Nagle poczułam jak ktoś delikatnie muska moje wargi. Otworzyłam powieki i ujrzałam Go. Był nieziemsko przystojny. Jego oczy, uśmiech, głos to wszystko w nim kochałam. Z dnia na dzień było coraz piękniej. Był idealny. Wiele razy powtarzałam sobie, że mam ogromne szczęście, że Go mam. Nie wyobrażałam sobie życia bez Bartka.

- Dzień dobry kochanie. Jak się spało?- powiedział swoim słodkim głosem, po czym pocałował mnie po raz setny dzisiejszego poranka
- Mhmmm. Bardzo dobrze. Miałam do tego piękny sen, tylko ktoś mnie obudził
- Przepraszam słonko, ale mam coś dla Ciebie – postawił przede mną to taca. Życzę smacznego – po czym wręczył mi kwiatka z wazonu
- Bartuś za bardzo mnie rozpieszczasz, a wiesz jak raz coś mi się spodoba to potem cały czas tego pragnę i nie daje za wygraną – śmiejąc się wypowiedziałam, te słowa
- Dla mnie to sama przyjemność, a teraz wcinaj śniadanko, bo Ci wystygnie – powoli kierował grzankę w stronę moich ust, wiedział, że lubię takie romantyczne sceny. Podczas spożywania posiłku zaczęliśmy się wygłupiać. Bawiliśmy się jak małe dzieci. Ale po jakimś czasie zabawa przerodziła się w zupełnie coś innego. Dorośli nazywali to igraszkami, które były bardzo przyjemne. Romantyczne chwile przerwał dźwięk telefonu. Była to moja mama, która zapraszała nas na rodzinny obiad. W tym momencie nie chciałam ruszać się z domu, ale wiedziałam, że nie mogę zawieźć rodziców. Tak rzadko się w końcu widywaliśmy. Wcześniej jeszcze włączyłam komputer i weszłam na tt, aby porozmawiać z Natalią albo Kamilą. Jak na złość żadnej nie było, więc szybkim ruchem ręki zamknęłam laptopa.

Po około 30 minutach podróży byliśmy na miejscu. Jak zawsze przywitała nas moja mama. Była bardzo szczęśliwa, że w końcu udało mi się znaleźć tak porządnego faceta jakim jest Bartek. Wiedziała, że na taką miłość czekałam całe swoje życie. Cieszyła się razem ze mną. Ale dziś wyglądała na jakąś przygnębioną. Zaczęłam się o nią martwić. Dopytywałam każdego, ale moje próby nie odniosły skutku. Jeszcze przed wyjazdem postanowiłam iść do swojego dawnego pokoju i zabrać parę rzeczy. Wracając na dół zauważyłam kopertę. Z Hiszpanii. Byłam zaskoczona, ale z drugiej strony nie mogłam powstrzymać swojej ciekawości i zaczęłam czytać zawartość. Po chwili zaniemówiłam, a z oczu zaczęły płynąć łzy. To było niemożliwe. Załamałam się. W mawiałam sobie fakt, że źle zrozumiałam, co tam było napisane ale  z drugiej strony  6 lat nauki hiszpańskiego nie mogło pójść na marne. Wtedy stwierdziłam, że zachowanie mojej mamy może mieć coś wspólnego z tym listem. Czym prędzej zbiegłam na dół i rzuciłam kopertę na stół.

- Co to jest? Możecie mi wytłumaczyć do jasnej cholery o co w tym chodzi- cała się trzęsłam, gdy wypowiadałam te słowa. Bartek był zdezorientowany
- Wiki – zaczęła matka. Przepraszamy. Ale to wszystko co jest w tym liście, to prawda – wykrztusiła wreszcie z siebie. Nic źle nie zrozumiałaś

- Cooooooo? – krzyknęłam ile sił w płucach. Tato powiedź, że to nieprawda, że to pomyłka – mina ojca nie wskazywała na inną odpowiedź. Zaczęłam opadać na podłogę, ale Bartek zdążył mnie złapać i podtrzymał. W tym momencie cały mój świat zawalił się…




No i jest pierwszy rozdział. Nie jest długi, bo w końcu to początek i dopiero się rozkręcam xD ale mam nadzieje, że przypadnie do gustu. Jeżeli macie jakieś sugestie to piszcie w komentarzach, na pewno wezmę to sobie do serca. 

niedziela, 22 września 2013

Prolog

7 komentarzy:
Gooooooooool - cały stadion w mgnieniu oka zaczął się cieszyć z bramki zdobytej w ostatniej minucie meczu. Nie zwracając uwagi na relacje międzyludzkie, rzuciliśmy się w ramiona swoich sąsiadów aby ukazać swoją radość.  Koniec meczu! Sędzia po raz ostatni zagwizdał, a kibice zebrani na stadionie, podnieśli swoje barwy i zaczęli śpiewać hymn swojego zespołu. Na tablicy widniał wynik 2-1 dla gospodarzy. Legia Warszawa na własnym stadionie pokonała Śląsk Wrocław i wraca na fotel lidera naszej ligi - głosił spiker, kibicom  pozostałym na swoich miejscach. Emocje powoli opadały ale nie trwało to zbyt długo, bo właśnie wtedy piłkarze podeszli do najbardziej znanej trybuny w Polsce i wraz z kibicami zaczęli śpiewać. 
Wśród tłumu kibiców na Żylecie byłam tam i ja. Wiktoria Borek. Od dziecka wraz z tatą przychodziłam na mecze, aby dopingować swoją ukochaną drużynę. Piłka nożna to było całe moje  życie, dlatego postanowiłam iść w tym kierunku i wybrałam się na studia dziennikarskie. To było to o czym zawsze marzyłam. Głośny krzyk gniazdowego, otknął mnie z rozmyśleń i wtedy zobaczyłam mojego wspaniałego chłopaka Bartka. Widząc mnie uśmiechnął się wyszczerzając szereg białych ząbków. Po dwudziestu minutach stadion opustoszał, większość kibiców wybrało się do domów, pozostali postanowili zajrzeć do pobliskich barów, ja nie miałam tyle szczęścia. Przez najbliższą godzinę czekałam na swojego partnera, który musiał odbyć odprawę pomeczową. Postanowiłam wyciągnąć telefon i zaczęłam przeglądać strony internetowe.
- Witaj skarbie - podszedł całując mnie czule. Przepraszam, że tak długo, no ale wiesz trener miał dużo do powiedzenia.
- Nie zwalaj całej winy na trenera, przecież wiem ile czasu spędzasz po meczu w łazience. A teraz może już wrócimy do domu? - powiedziałam ze złością.
- Złotko, co Ty taka zła jesteś? Przecież wygraliśmy. Są powody do świętowania i liczyłem na małe co nieco.
- Zapomniałeś? Dzisiaj gra Barcelona z Valencią i nie mogę tego przegapić, więc jeśli za chwilę nie będziemy w drodze do domu, to nigdy już nic ode mnie nie dostaniesz i będzie z Tobą kiepsko, rozumiesz?
- Nie, ja tak nie chce. Już jedziemy. Po około 20 minutach byliśmy już w mieszkaniu. Z szybkością światła wtargnęłam do salonu i włączyłam kanał 33. Właśnie komentatorzy podawali składy obu ekip. W Dumnie Katalonii nie mogło zabraknąć mojego ulubieńca i kapitana w dzisiejszym spotkaniu Xaviego Hernandeza. Skład był całkiem dobry, więc byłam przekonana, że dzisiaj pokonamy Valencię. Usiadłam wygodnie na sofie i zaczęłam wraz z fanami Blaugrany śpiewać hymn. Dołączył do mnie Bartek, który przyniósł prowiant. Pierwsza połowa minęła dość szybko i bez bramek, natomiast w drugich 45 minutach to Barcelona przeważała i po bramkach Messiego, Pedrita i Pique wygrała to trudne spotkanie.  Po zakończeniu meczu napisałam sms'a do Natalii i Kamilii z rezultatem. Dziewczyny cieszyły się jak dzieci a ja postanowiłam znaleźć zajęcie na wieczór.
- Kotek - przysunęłam się w stronę Bartka i usiadłam mu na kolanach. Spójrz noc jest taka piękna, szkoda by było ją zmarnować,
- Najpierw na mnie krzyczysz, grozisz mi a teraz o takie rzeczy prosisz? Coś jest z Tobą nie tak
- Nie chcesz to nie - powoli wstawałam, ale poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę

- Żartowałem, chodź tu do mnie. Zbliżyliśmy się do siebie. Wtedy poczułam jego język jak pieści mój. Jego ręce wędrowały po całym moim ciele, a ubrania powoli znikały z naszych ciał i po paru minutach spokojnych igraszek przeszliśmy do sedna.





Witajcie :) Po dłuższej przerwie, postanowiłam znowu zacząć pisać opowiadania. A tak dokładniej to namówiła mnie na to moja przyjaciółka-siostra Ewi :* Dziękuję jej za to <3 Tematem przewodnim nie mogło być nic innego niż piłka nożna. Mam nadzieje, że Wam się spodoba i będę miała natchnienie by pisać kolejne rozdziały, które będą pojawiały się co tydzień. Za jakieś błędy czy inne rzeczy, z góry przepraszam.
PS. Jeśli ktoś będzie utożsamiał się z niektórymi bohaterami to na pewno NIE jest to przypadkowe :)