wtorek, 24 września 2013

Rozdział 2

- Córeczko wysłuchaj nas – rzekła płacząca matka
- Córeczko? Córeczko? Czy ja dobrze słyszę? Zastanów się czy powinnaś mnie tak nazywać.- odparłam przytulając się do zszokowanego moim postępowaniem Bartosza.
- Kochanie uspokój się. Nie krzycz. To są Twoi rodzice.
-Doprawdy? Bartek, Ty nic nie rozumiesz – wydukałam z siebie. Ale przepraszam czy tylko Ty nic nie wiesz? Nie skądże ja też ,do jasnej cholery, nie mam pojęcia co się dzieje. Zapewne gdybym nie znalazła tego listu, to przez kolejne lata żyła bym w kłamstwie? Nie mieliście odwagi mi tego powiedzieć?
- Wiktorio – zaczął ojciec. Nie potrafiliśmy i nie umieliśmy Ci wyznać, że jesteś adoptowana. Wiesz jak to boli. Powiedzieć dziecku, które się kocha, że nie jest się biologicznymi rodzicami. Strach przewyższył wszystko.
- To lepiej kłamać przez całe życie? Ja tego nie rozumiem. Myślałam, że zawsze byliśmy wobec siebie szczerzy i mówiliśmy całą prawdę. A to jednak było złudzenie. Nie mogłam tam dłużej zostać. Na dzisiaj to było za dużo. Nawet mój chłopak nie potrafił nic powiedzieć. Złapałam go za rękę i skierowaliśmy się w stronę samochodu. Przez całą drogę do domu, byłam zalana łzami. Nie myślałam racjonalnie, byłam wstrząśnięta. Wróciwszy do mieszkania, od razu położyłam się. Wiedziałam, że od tak nie rozwiążą się moje problemy, ale musiałam się uspokoić. Przez ten cały czas czuwał przy mnie Bartek. Wiedział, że w takich chwilach najbardziej potrzebne jest wsparcie drugiej osoby. Nie mógł mnie zostawić, mimo, że powinien być teraz w klubie. Stwierdził, że trener wszystko zrozumie, a Furmi przekaże mu wszystko. Dostałam gorącą czekoladę i ciepły dotyk chłopaka.
- Wiki, posłuchaj mnie. Wiem, że jest Ci bardzo ciężko, nie ukrywam, że sam jestem wstrząśnięty tą informacją, ale musisz porozmawiać z rodzicami, tak na spokojnie. Inaczej nigdy nie dowiesz się prawdy. A to chyba teraz jest najważniejsze – tłumaczył ze swoim stoickim spokojem, mimo, że wiedział, że to nie takie proste.
- Ale ja po prostu boję się. Nie wiem czy będę w stanie to zrozumieć, poukładać to sobie. Prawdopodobnie jestem córką, małżeństwa z Hiszpanii, bo właśnie stamtąd został wysłany ten cholerny list. Zawsze się zastanawiałam dlaczego jestem inna niż moi rodzice. Już sam wygląd o tym świadczył. Nie jestem z nimi spokrewniona, a tak mocno ich kocham. Bartek przez cały czas powtarzał mi, że mnie kocha, że mi pomoże a przede wszystkim, że będzie przy mnie.
- Bartek – zaczęłam. Tam w tym liście było jeszcze coś. Dwa bilety do Barcelony dla mnie i dla mojej matki. Wydaje mi się, że chcą mi przedstawić moich rodziców. – byłam przerażona, z jednej strony chciałabym ich poznać, ale z drugiej nie wiedziałam kim oni są, dlaczego mnie oddali i czy im wybaczę. Myśl, że jadę do Barcelony była wspaniała. Zawsze chciałam tam jechać, ale z moim chłopakiem. A w momencie, gdy go najbardziej będę potrzebowała nie będzie go przy mnie.

Nim zasnęłam, musiałam jeszcze dowiedzieć się co myślą na ten temat moje przyjaciółki. Wysłałam po smsie do każdej z nich. Na odpowiedź nie czekałam dłużej niż minutę. Od razu wypowiedziały swoje zdanie, (brzmiały identycznie, mimo że nie kontaktowały się). Wiedziałam że nie mógł być to przypadek. Byłam szczęśliwa, że mam takie dwie kochane istotki, które zawsze potrafią mnie wspierać i są ze mną, mimo że, mieszkamy daleko od siebie. Najlepsza przyjaźń przetrwa wszystko. Od paru lat stały się czymś więcej niż przyjaciółkami, to były moje siostry. Natalia, brunetka, rok starsza, studiująca stosunki międzynarodowe. Związana z przystojnym Tomkiem, od którego nie odrywała wzroku. Natomiast Kamila była troszeczkę inna. Piękna blondynka, starsza ode mnie o 2 lata, studiująca profilaktykę społeczną i poszukująca miłości swojego życia. Wiedziałam, że na pewno spotka kogoś wspaniałego na swojej drodze. Kochałam je z całego serduszka. To oni dodawali mi sił i dzięki nim zrozumiałam, że powinnam stawić czoła tej sprawie. Następny dzień minął dobrze. Przełamałam się. Porozmawiałam z rodzicami i było dobrze. Dowiedziałam się tego co powinnam. Za 3 dni miałam lecieć do Barcelony. To tam moje życie mogło obrócić się o 180 stopni.




No to jest i kolejny rozdział, w takim tempie to szybko go zakończę :D wg mnie taki sobie wyszedł no ale mam, nadzieje, że się coś tam spodoba i ocenicie go. Pozdrawiam

6 komentarzy:

  1. Adoptowana?! O.O No to ładnie, ładnie... Ale masz rację, życie w Barcelonie zmieni się na pewno ^^ Ale ten Bartek jest słodki, nie wyobrażam sobie, że go nie będzie potem :P Rozdział jest naprawdę dobry, ale mógłby być dłuższy :3
    Czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany o_O co sie dzieje, ona adopotowana, rodzice z Hiszpanii..co bedzie z Bartkiem jak ona tam pojedzie? :3 Mam nadzieje ze on za nia pojedzie ;D Czekam na nastepny :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww,czytając ten fragment o mnie normalnie na twarzy pojawił mi się rogal,to takie kochańskie. Wiesz,że Cię kocham?:*
    Co do rozdziału,to ciekay,bardzo. Mam nadzieję,że zabierze potem przyjaciółki do siebie do Barcelony. :D i ciekawe kim będzie ta rodzina,bo jeśli to będzie jak w Twoim śnie,to jestem za!:D
    Pisz szybko. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiem wiem, że mnie kochasz <3 i wszystko możliwe, niedługo się dowiecie wszystkiego :)

      Usuń
  4. Ulala! To się porobiło!
    No jestem ciekawa jak to teraz rozwiniesz...nie zazdroszczę jej sytuacji, w końcu nikt nie chciałby być okłamywany przez tak długi czas.
    Ciekawe kim są jej rodzice xD
    I ooooooooo....Bereś. Jest. Taki. Awwwwwww <3

    Dobra, średnio mi to wyszło ale jest. Przepraszam za formę :*

    Życzę weny i pozdrawiam gorąco! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. zakochałam się w tym opowiadaniu :D

    OdpowiedzUsuń